PERFEKCJONIŚCI I PASJONACI SĄ WŚRÓD UCZNIÓW

Kontynuując myśl o perfekcjonistach i pasjonatach z punktu widzenia pedagoga, niezwykle ważne jest wyłonienie ich wśród naszych uczniów. Im szybciej odkryjemy, że któryś z naszych podopiecznych funkcjonuje w taki sposób, tym szybciej będziemy w stanie pracować z nim nad zmianą. Wówczas ich działanie będziemy w stanie przeistoczyć w drogę do sukcesu i nie dopuścić, aby weszli na ścieżkę nieuchronnie prowadzącą ku spaleniu się w masie obowiązków, których sobie nieustannie dokładają.

Istotne jest, żeby pracować z uczniami nad ich świadomością, tak, aby robienie wszystkiego na wysokie „A” nie stało się ich przyzwyczajeniem. Z moich obserwacji wynika, że młodzież w porównaniu do dorosłych jest jeszcze niezwykle plastycznym materiałem, ale potrzebują naszego wsparcia. Żeby jednak wyjaśnić szczegóły posłużę się pewnym przykładem, oczywiście szczegóły i imiona zostały zmienione.

„Hanka”

Poznałam ją, kiedy była w gimnazjum. Była to jedna z tych uczennic, która bez namysłu wchodziła w każdą działalność jaką proponowali nauczyciele i ja, jej pedagog szkolny. Dość dużo czasu zajęło mi dostrzeżenie jej natury pasjonatki. Gdy tylko zorientowałam się, że swoje obowiązki wykonuje kosztem snu, skonfrontowałam ją z tym. Zaproponowałam jej wspólną pracę nad tą cechą jej charakteru, ale usłyszałam pełne uśmiechu „nie dziękuję, tak mi dobrze”.

Pół roku później siedziała w moim gabinecie płacząc, że już nie ma siły, że życie (bo takiego słowa użyła) ją przerasta i już nie daje rady”. Do tego miała świadomość, że podjęła się tylu zadań, iż niemożliwe jest ich zrealizowanie i nawet, jeżeli jej się to uda, nie zrobi tego na tyle dobrze, na ile by chciała. Aktywny udział w kilku kołach zainteresowań, wolontariat, opieka nad młodszą siostrą, bo mamie trzeba pomóc, to tylko część obowiązków, które Hanka wzięła na swoje barki. Oprócz tego, wiele czasu zajmowało jej wspieranie swoich przyjaciół. Ani obiecała, że pomoże jej w angielskim. Tomek, który miał ciężko w domu, to do niej mógł uciec po „imprezach i awanturach ojca”.

Do tego Hanka naprawdę lubiła się uczyć, więc i tego starała się nie zaniedbywać, w końcu „co sobie o niej pomyślą nauczyciele”. Ale, nawet i to do pewnego momentu była w stanie opanować. Najpierw spała około sześć godzin dziennie (całkiem ładna liczba patrząc z punktu widzenia dorosłego, ale już dość mało jak na organizm w fazie tak intensywnego rozwoju). Potem spała pięć godzin, cztery, a w końcu niecałe trzy godziny dziennie. Wtedy jej organizm absolutnie odmówił posłuszeństwa.

Szkoła nie pomagała. Przedmiotowcy, nie mając ogólnego spojrzenia na sytuację, nie rozumieli skąd gorsze oceny, więc w dobrej wierze motywowali Hankę. Od młodzieży wiele się można nauczyć – cały czas nie dawało mi spokoju, jakim cudem, śpiąc po trzy godziny wygląda tak rześko. Rozwiązanie zagadki okazało sie prościutkie, kiedy poprosiłam, żeby na następne spotkanie przyszła bez makijażu. W drzwiach gabinetu stanęło przede mną „zombi” (cytuję tu Hankę). Oczy podkrążone jak u młodej matki po pierwszej chorobie dziecka, skóra w kolorze szarym. Tyle tytułem opisu sytuacji.

Warto dodać, że perfekcjonizm rodzi paraliż decyzyjny, a ten ostatecznie może doprowadzić do depresji. Bo wiadomo, jak jest zbyt wiele zdań, nie robimy żadnego z nich, a wtedy ci ambitni (do których perfekcjoniści i pasjonaci należą) mają tak silne wyrzuty sumienia, że nie są w stanie sobie sami z nimi poradzić.

Metody, jakie w pracy z Hanką okazały się skuteczne.

Po pierwsze, zdefiniowałyśmy, co to znaczy, że „już nie ma siły”, by przejść do potrzeb i nazwać czego potrzebuje, żeby się dobrze czuć.

Po drugie, spisałyśmy wszystkie jej działania. Przy czym lista pozostała otwarta, bo w trakcie pracy wychodziły kolejne zobowiązania, do których Hanka albo na początku nie bardzo chciała się przyznać, albo po prostu wypierała, że to też jest obowiązek. Ta lista posłużyła nam jako podstawa do podzielenia wszystkich obowiązków uczennicy na cztery obszary:

  • nieważne/pilne
  • ważne/pilne
  • ważne/niepilne
  • nieważne/niepilne

Dużo czasu spędziłyśmy na określeniu, które z działań Hanki są ważne, a które nie. Tu często musiałam się gryźć w język, bo moje „ważne-pilne” zdecydowanie różniło się od ważnego i pilnego Hanki. Jednak, aby nasza praca miała sens i szansę skończyć się sukcesem, to uczennica miała decydujący głos, ponieważ sama wiedziała, co dla niej jest najważniejsze. Ja mogłam jedynie dzielić się z nią moimi spostrzeżeniami.

Pozwolę sobie na niewielką sugestię dla nauczycieli przedmiotów. Czasami chwilowe przyzwolenie dla ucznia na gorsze oceny, powstrzymanie się od motywowania go do pracy oraz wprowadzenie w miejsce tego rozmowy z pytaniem: „Skąd ta zmiana, przecież byłeś takim pilnym uczniem?”, może w cudowny sposób „odbarczyć” ucznia.

Nasza dalsza praca polegała na racjonalizacji obowiązków. Część z nich Hanka cedowała na innych (doradziła Tomkowi, żeby ze mną porozmawiał, a ja stworzyłam kilka ułatwiających ku temu okazji). Na jedno z kół nadal uczęszczała, jednak poprosiła, aby za materiały, które na ogół przygotowywała sama, wziął odpowiedzialność ktoś inny. Wypisała się z dwóch innych kół zainteresowań, przy czym w tej sprawie Hanka potrzebowała więcej pracy i pomocy. Najpierw musiała zaakceptować takie rozwiązanie, które na początku określiła jako swoją porażkę. Potem, gdy już była gotowa, poprosiła abym w rozmowie z jednym z nauczycieli prowadzącym koło, towarzyszyła jej. W drugiej z tych rozmów, z nauczycielką, z którą była bardziej związana, miałam ją zastąpić. I dopiero gdy przekazałam, że pani rozumie sytuację i nie ma jej tego w żaden sposób za złe, sama wyjaśniła już osobiście, skąd rezygnacja z koła. Bardzo jej ulżyło, gdy uświadomiła sobie, że nie zawiodła swojej nauczycielki, a tego bała się najbardziej. Jednak obawę przed zawiedzeniem ludzi, którzy na nią liczyli, Hanka nazwała i zrozumiała dopiero po półrocznej pracy.

Kiedy Hanka wypracowała swoje metody weryfikacji, czy działania, które podejmowała nie przekraczających jej fizycznych i emocjonalnych możliwości, odzyskała spokój, sen i rzecz najwidoczniejszą dla otoczenia – uśmiech. Wtedy dopiero pojawiło się miejsce na szukanie przyczyn takiego funkcjonowania, ale to już zupełnie inny, terapeutyczny temat .

Bardzo ważne dla trwałości zmian, jakie Hanka wypracowała, było wprowadzenie na początkowym etapie kontroli zewnętrznej. Potrzebowałam jej zgody na sprawdzanie, co jakiś czas, czy znów nie zatraca się w obowiązkach oraz zgody na włączenie w tę kontrolę jej mamy. To jednak wymagało znacznie więcej zachodu, ponieważ Hanka nie chciała przyznać się przed mamą, że sobie z czymś nie radzi.

Drogi Nauczycielu, Pedagogu, Rodzicu, pomyśl o swoich dzieciakach, nie ważne czy mają lat osiem czy osiemnaście. Czy któreś z nich przypomina ci Hanię? Jeżeli tak, gorąco namawiam do podjęcia pracy z tym uczniem. Im szybciej młody człowiek wprowadzi zmiany w swoim działaniu, tym większa będzie szansa na opanowanie reguł gwarantujących zachowanie równowagi między obowiązkami, pracą a życiem prywatnym, odpoczynkiem – czyli na szczęśliwe życie.

Czy spotkałeś takich uczniów jak Hanka? Jak Ci się udało im pomóc? Podziel się z nami swoim doświadczeniem, to dla nas bardzo ważne.


INFORMACJE O AUTORCE ARTYKUŁU

Agnieszka Stronka-Świergała – pedagog, coach, instruktor jogi. Od 2013 roku life and business coach pracujący głównie z klientami indywidualnymi. Coaching z powodzeniem stosuje również w pracy pedagoga szkolnego, w kontaktach z uczniem i jego rodziną oraz współpracownikami. Od 2004 roku dzieli się swoim doświadczeniem jako praktyk jogi prowadząc zajęcia indywidualne i grupowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *