Środa z Agnieszką Wąsik!

Agnieszka Wąsik
rezolutna
skoncentrowana na tym, co robi
ambitna
a przede wszystkim
szalenie miła osoba!

Zapraszamy do lektury naszej rozmowy. ​Jak sama Agnieszka mówi – będzie bez słodzenia 🙂

Kim jesteś? 

Z wykształcenia jestem filologiem klasycznym. Od gimnazjum byłam zakochana w łacinie, a starożytność była jedyną epoką, którą przyswajałam na lekcjach historii. Dzięki studiom nad językami klasycznymi nauczyłam się logicznego myślenia, dostrzegania kognatów, powiązań gramatycznych. W życiu uczyłam się siedmiu języków obcych, umiem czytać teksty w kolejnych czterech, może pięciu, co nie oznacza, że umiem się w nich porozumiewać, może poza podstawowymi zwrotami czy słownictwem. Tak naprawdę znam tylko angielski i łacinę. Ale łacina otworzyła przede mną drzwi do świata języków obcych, nawet tych, których nigdy się nie uczyłam. Zatem gdybym miała powiedzieć, kim jestem przede wszystkim, powiedziałabym, że właśnie filologiem klasycznym. Praca jako lektor, trener i coach językowy była efektem ubocznym mojego zaciekawienia ludźmi i procesu uczenia się.

Czy wykonywany obecnie zawód był zawsze twoim marzeniem?

To zabawne pytanie. Moi rodzice są nauczycielami języka polskiego, mama
w szkole podstawowej, a tata w gimnazjum (a dawniej również w podstawówce). Zatem jako dziecko często przesiadywałam na lekcjach u rodziców w ostatniej ławce, a potem z taką samą ekspresją nauczałam swoje lalki. W domu obserwowałam, jak rodzice sprawdzają zeszyty, klasówki, szykują uczniów na olimpiady. Dla mnie byli superbohaterami. Ale rodzice zawsze powtarzali, że ja nie powinnam być nauczycielką, że powinnam mieć w życiu lepiej niż oni. Co poradzić, cały czas ciągnęło mnie do uczenia. Czułam jednak, że szkoła nie jest dla mnie, zatem na studiach nie zrobiłam specjalizacji pedagogicznej. Na studiach uczyłam łaciny w Warszawskim Kole Polskiego Towarzystwa Filologicznego, a po magisterce zaczęłam doktorat. Potem przez prawie 3 lata uczyłam w szkole językowej specjalizującej się w nauczaniu języka polskiego jako obcego. Wtedy zrozumiałam, że trafiłam na właściwy język i odbiorców. W kwietniu powstała moja szkoła POLSKI DO KWADRATU, którą prowadzę wraz z życiowym partnerem. Dopiero teraz czuję, że o to właśnie mi chodziło, a moje marzenie stało się kompletne.

Polski do kwadratu na FB

Bardzo miło się tego słucha, naprawdę – czuć, że mówi to wszystko właściwa osoba na właściwym miejscu.
Jakie pozytywne sytuacje spotkały Cię podczas pracy?

​Pozytywne sytuacje spotykają mnie codziennie: gdy uczniowie po pierwszej lekcji decydują się zamówić po polsku kawę, gdy zaczynają do mnie pisać e-maile po polsku, gdy opowiadają o swoich kulinarnych eksperymentach z sernikiem  i pierogami. Szczególnie zapamiętuję jednak zajęcia z obcokrajowcami, którzy nie znają żadnych języków obcych, a ja nie znam ich języka ojczystego. Podczas wakacji na przykład uczyłam Hiszpana, który nie znał żadnego języka obcego, a ja po hiszpańsku umiem jedynie coś skojarzyć dzięki znajomości łaciny. Słuchacz uczył się polskiego od zera. To były najweselsze zajęcia tego lata: obrazki, kalambury, dużo machania rękami i demonstrowania całym ciałem. Przy lekcji  o kolorach okazało się, że uczeń jest daltonistą, nie mylił tylko białego z czarnym. Nauczyłam go kolorów metodą skojarzeń: jak sałata – zielony, jak cytryna – żółty, jak pomarańcza – pomarańczowy itd. Szło mu świetnie. Na każdej lekcji opowiadał mi, że złożył zamówienie w kawiarni albo zrobił zakupy po polsku. Zawsze się zastanawiam, co by było gdybym nie była Polką, w ogóle Słowianką i miała się uczyć polskiego. Pewnie bym poległa. Dlatego każde zdanie w stylu „Ja mieć żona  i dziecka.” to dla mnie poezja i będę przekonywać o tym każdego, kto nigdy nie słyszał, ile obcokrajowca kosztuje wypowiedzenie tego zdania.

Często masz do czynienia z cudzoziemcami, którzy nie znają innych języków obcych oprócz swojego? Jak w takich sytuacjach pracujesz? Próbujesz się przygotować z danego języka obcego, czy całkowicie zanurzasz studenta  w języku polskim? Mówiłaś o używaniu fotografii i grze w kalambury-jakie inne metody stosujesz dla takich uczniów?

Moim zadaniem jest przygotować ich do życia w Polsce, więc fakt nieposiadania wspólnego języka pomocniczego jest fantastyczny, bo gwarantuje to – jak to pięknie nazwałaś – zanurzenie się w języku polskim. Kiedy wchodzę na pierwszą lekcję i zaczynam mówić po polsku (zawsze to robię, uczę polskiego po polsku),  a mój słuchacz zna angielski, to zakłada, że i ja go znam i przestaje się skupiać, tylko zadaje pytania. Nauczyłam się udawać, że nie znam angielskiego, bo uczniowie wiele na tym tracili. A kiedy razem coś sobie wymigaliśmy, narysowaliśmy albo w ostateczności oni sami sprawdzili to w słowniku, zapamiętywali szybciej. Jedna moja uczennica po 1,5-rocznym kursie była przekonana, że nie mówię w żadnym języku obcym, za to ona świetnie nauczyła się polskiego. Z obcokrajowcami, którzy przychodzą jedynie ze swoim L1 jest  i trudniej, i łatwiej: trudniej, bo łatwo o nieporozumienie; łatwiej, bo są absolutnie skupieni na tym, co się dzieje na lekcji, a po drodze nie wkraczają nam 2-3 języki celem wyjaśnienia czegokolwiek. Używam dużo fotografii (zawsze mam  w pogotowiu tablet podłączony do Internetu, żeby zwizualizować problematyczne słowo). Kiedy coś jest bardzo trudne, przygotowuję animację albo infografikę. Często pomagają mi też filmy i teledyski. Moi uczniowie śmieją się, że tańczę na zajęciach – ale chyba naprawdę tak jest. Ciałem można odegrać najwięcej.

Co buduje lektora? Kim byłaś i kim jesteś teraz? Co motywuje?

Mnie motywują moi słuchacze, ich radość, kiedy powiedzą coś dobrze po polsku, odbędą rozmowę z native speakerem (innym niż ja), przeczytają artykuł czy napiszą e-mail. Każdy taki mały krok świadczy o tym, że moja praca przynosi efekty. Nie ma lepszej nagrody. No, może poza wypiekami ucznia, który jest zawodowym kucharzem i zna tradycyjne receptury hiszpańskie.

Jak miasto, w którym żyjesz wpływa na rozwój
​i twoją osobę, jako nauczyciela?

Warszawa jest miastem wielokulturowym. Spotykam tu ludzi z całego świata,
a każdy z nich ma swoją własną historię. Praca z nimi uczy empatii, tolerancji,
poszerza horyzonty i tworzy nowe możliwości rozwoju. To jak podróż dookoła świata i podróż w czasie w jednym. Pochodzę z Kętrzyna na Mazurach, po maturze przez 3 lata mieszkałam w Gdańsku, a 2 lata temu spędziłam semestr na badaniach w Bloomington w stanie Indiana w USA. Żadne z tych miast nie było moim miejscem. Nie wiem, czy Warszawa nim jest, ale czas spędzany tutaj daje mi wiele satysfakcji. Mogę spełniać się jako lektorka, pracując z obcokrajowcami, jako trenerka, prowadząc szkolenia, jako naukowiec, pisząc doktorat, jako przedsiębiorca, prowadząc firmę, jako podróżniczka, jeżdżąc po świecie. To miasto otwiera wiele drzwi.

Faktycznie, praca z cudzoziemcami jest jak podróż, podczas każdej lekcji znaleźć się można w innym zakątku świata. Ludzie to kultury, barwy, emocje. A bycie lektorem – jakie ma dla Ciebie barwy? Czy zawsze tak było? Jeśli nie, jak można to zmienić? Czy będąc zarazem trenerem, naukowcem, przedsiębiorcą odczuwasz takie same emocje, które daje Ci praca  z obcokrajowcami?

Codziennie widzę inną gamę kolorów. Wydaje mi się, że to zależy, z kim pracuję: osoby z krajów śródziemnomorskich roztaczają słoneczną aurę,
a Skandynawowie – raczej w odcieniach ośnieżonego lasu. Tak czy inaczej, odczuwam to pozytywnie. Kiedy myślę o nauczycielach, których znam
​i podziwiam, którzy wywarli duży wpływ na moją edukację, a przede wszystkich  o moich rodzicach, to barwy zawsze są ciepłe. Bury jest tylko etap mojego liceum, który niewiele wniósł do mojej edukacji, za to wiele wyniósł z mojej psychiki.

Jak można usprawnić nauczanie języków obcych? Jakie metody polecasz? Jakie podpowiedzi możesz podać innym nauczycielom/lektorom?
Co Tobie pomaga być jeszcze lepszym?


Jestem sobą i słucham innych. Nie mam magicznych receptur i wielkich scenariuszy na lekcje. Program trzymam gdzieś z tyłu głowy, bo przecież lekcję
w dużej mierze budujemy my, lektor i słuchacze. Każdy z nas jest inny, szanuję to i wymagam szacunku w zamian. Kiedy uczysz polskiego obcokrajowców, to bardzo łatwo możesz ulec stereotypom. Trzeba o nich zapomnieć, stereotypy są krzywdzące, bo dają niepełny albo zniekształcony obraz rzeczywistości.
Ja pamiętam, że przede mną stoi człowiek.

O czym marzysz w życiu zawodowym?

​Rzadko zdarza mi się o czymś marzyć. Myślę w kategoriach tego, co mogę
i chcę zrobić, dlatego mam wiele planów i celów. Nie lubię bezczynności,
w domu śmiejemy się, że mam ADHD, więc kiedy tylko skończę jedno, zabieram się za wymyślanie drugiego. Jednego planu nie mogę zrealizować teraz z przyczyn ode mnie niezależnych – jest to wyjazd do Nepalu w charakterze nauczyciela-wolontariusza. W szkole dużo działałam w wolontariacie, teraz zdarza się to już tylko sporadycznie. Chcę odbyć tę podróż, aby wrócić do początków, a jednocześnie zamknąć pewien etap mojego życia.

Zbliża się sezon jesienno-zimowy, jakie zatem czekają Twoich słuchaczy nowości w szkole, którą prowadzisz? Planujesz coś innowacyjnego na swoich szkoleniach?

Dzieje się dużo, oprócz tradycyjnych kursów językowych dodaliśmy do naszej oferty szkolenia dla obcokrajowców m.in. z przemówień publicznych, negocjacji, obsługi klienta, autoprezentacji, prezentacji i komunikacji. Kierujemy je przede wszystkim do klientów firmowych, którzy znają już język polski na poziomie o najmniej „survival”, a ich praca wymaga konkretnego przygotowania językowego. Wiemy, że często nie mają oni czasu na standardowe kursy językowe, stąd propozycja szkoleń, na których w krótkim czasie przekazujemy konkretną wiedzę. Ponadto już niedługo wystartujemy z konsultacjami dla par i rodzin wielokulturowych, które potrzebują pomocy w znalezieniu wspólnego języka.

Bardzo dziękuję za rozmowę! Cieszę się, że mogłyśmy wirtualnie porozmawiać. Życzę Ci Agnieszko wielu sukcesów na tle zawodowym, ale także prywatnym. A naszych czytelników zachęcam do śledzenia poczynań Agnieszki w Internecie – naprawdę warto!

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *