Środa z Katarzyną Skolimowską!

Katarzyna Skolimowska – autorka strony Inspiracje dla szkoły!

Drogi czytelniku! Zapraszam Cię w podróż do świata Kasi!
Gotowy? Zaczynamy!

Kasiu, powiedz kilka słów o sobie.

Jestem żoną, mamą, wychowawcą, polonistką. W tej kolejności. Zanim pojawiła się na świecie moja Córeczka, z pewnością dwie ostatnie pozycje wyświetliłyby się jako pierwsze. Wszystko dlatego, że KOCHAM moją pracę. Zanim poszłam na urlop macierzyński, zajmowała praktycznie 100 % mojego życia. Był to piękny czas, ale mam świadomość, że w pewnym sensie nienormalny 😉 Na szczęście mam bardzo wyrozumiałego męża, który towarzyszył mi w wielu szkolnych wydarzeniach. Obecnie nie pracuję czynnie w zawodzie, co było moją świadomą decyzją. Chciałam ten czas spędzić z Oliwią, moją najmłodszą uczennicą 😉 Jednak nie potrafiłam całkiem nic zawodowo nie robić, dlatego zaczęłam pisać do „Sygnału”, później także do „Naszych Inspiracji”, aż w końcu powstał mój blog. A ponieważ zawsze uważałam, że nauczyciel przede wszystkim inspiruje, motywuje, wychowuje, a dopiero później naucza, dlatego ta moja cząstka wirtualnego świata nosi nazwę INSPIRACJE DLA SZKOŁY.  Brzmi dość ogólnie, bo nie chciałabym się ograniczać.

Ze zdjęć, które nam udostępniłaś mogę śmiało stwierdzić: praca to twoje życie. Czy bycie nauczycielką było zawsze twoim marzeniem?

W pewnym sensie tak, chociaż nie do końca. Zawsze chciałam pracować
z ludźmi. I zawsze w grę wchodziły dwie opcje – pediatra lub nauczyciel.
Gdy na mojej drodze (dokładnie w 7. klasie SP) pojawiła się pewna polonistka, wszystko stało się jasne.

Wywiad bardzo przyjemnie się czyta. Ping-pong idealny- świetny pomysł! Na Twojej stronie zauważyłam, że zakładka „Inspirujących nauczycieli” jest w trakcie przygotowania. Czy możesz zdradzić, jacy nauczyciele się pojawią?

Kilka wywiadów mam już zaplanowanych. Przede wszystkim będę przedstawiała nauczycieli, którzy są „jacyś”, są zapamiętywalni, nie boją się niezależnego myślenia i sięgania poza horyzont „normalności”. Póki co, chciałabym pisać o tych , których znam osobiście, z którymi miałam przyjemność pracować. Następnie planuję rozmowy z tymi, których nigdy nie widziałam „na żywo”, ale „żywo” odcisnęli swój ślad w moim sercu. Mam nadzieję, że Ci, którzy szukają realnych inspiracji, takie tutaj znajdą.

Kontakt z drugim człowiekiem nie zawsze daje możliwość zrealizowania planu, który został przygotowany. Uczniowie to żywioł, których zachowań często nie da się przewidzieć. Czy mogłabyś wspomnieć o dwóch pozytywnych sytuacjach, które spotkały Cię w szkole podczas pracy?

Tylko dwie 😉
Takich było mnóstwo! Skupię się na tych poza szkolnymi ławkami. Pracując w szkole nie tylko uczyłam języka polskiego. Zawsze miałam wychowawstwo i zawsze prowadziłam zajęcia teatralne oraz wolontariat.
To był mój żywioł. Tutaj mogłabym naprawdę dużo opowiadać.
Szkolne Koło PCK i Klub Wolontariusza to moje „dzieci”. Pierwsze prowadziłam w Gimnazjum, drugie w szkole ponadgimnazjalnej. Byłam ich inicjatorką i opiekunką. W swoich działaniach skupiłam się głównie na wolontariacie stałym. Ten w moich oczach jest bardziej wymagający i ma większy sens. Systematycznie (co tydzień, zawsze to była środa, tzw. wyjazdowa) odwiedzaliśmy podopiecznych jednej z placówek (Dom Dziecka, Dom Opieki Samarytanin, Dom Opieki dla Przewlekle Chorych, Dom Samotnej Matki). Zawsze na początku każdego roku szkolnego robiłam listę wolontariuszy. Wpisywały się tabuny, wytrwali nieliczni. Nie odrzucałam nikogo, chociaż niektórzy nauczyciele sugerowali mi, abym „mądrzej” dobierała ochotników. Wiedziałam, że niektórzy zgłaszali się tylko po punkty do zachowania. Ale wiedziałam też, że wizyty w takich miejscach i spotkania z takimi ludźmi, zmieniają. Na zawsze. I tak się stało. Gdy pewnego razu widząc jak jeden z moich wolontariuszy (w szkole – gagatek jakich mało, eufemizm 😉 ) opiekuje się starszą panią w DPS – ie tak, jakby była jego babcią, popłynęły mi łzy… Mało tego, gdy wyszedł z gimnazjum, sam założył w szkole średniej takie koło!!! Dla takich chwil warto być nauczycielem, warto jeździć co środę, chociaż nie raz brakowało czasu i sił … 😉


Moim dzieckiem było także Szkolne Koło Teatralne „Ad astra!”. Nie byłam jego inicjatorem dostałam w spadku, ale nazwa i forma kola, to już nasza robota. Nasza. Bo absolutnie nie moja. Ja nie posiadam ani grama zdolności aktorskich, a koło hulało. Tworzyły go moje dzieci. Za każdym razem miałam cudowne ekipy! Ale ta ostatnia podbiła moje serce na zawsze. Autentycznie tak tęsknię za nimi, za tym kołem, za przedstawieniami, za wielogodzinnymi próbami do późnej nocy (to nie jest hiperbola!), że jak słyszę muzykę, która wykorzystywaliśmy w naszych scenariuszach, po policzkach spływają mi łzy. Tych emocji nie da się opisać. Wiele bym dała, by móc na chwilę do tego wrócić… Na szczęście wiele osób z tej ekipy to moi wychowankowie, którzy odwiedzają mnie dwa razy w roku. Taką mamy tradycję – wpadają do mnie w ferie i w wakacje. Raz ja coś ugotuję, raz Oni. Ostatnio mnie tak właśnie zaskoczyli 😉 Ugotowali obiad w mojej kuchni, pyszny! Miałam niesamowita klasę. Jestem dumna, że mogłam być ich wychowawcą. Obawiam się, że nikt Im nie dorówna 😉


Gdybyśmy mogły teraz zatrzymać się chwilę przy temacie samorealizacji. Rozumiem, że wszystkie sytuacje z Twojego nauczycielskiego życia dają sporą dawkę wiedzy i doświadczenia. Kiedyś jedna z lektorek powiedziała, że to uczniowie są najlepszymi szkoleniowcami! Powiedz, jak jest z Tobą. Co Ciebie, jako nauczycielkę, buduje i motywuje? Jaka byłaś kiedyś a jaka jesteś teraz? 

Mnie buduje energia młodych ludzi. Brzmi to bardzo „telewizyjnie”, ale tak zabrzmieć nie miało. Szkolna energia jest nie do podrobienia. Relacje
z uczniami są najefektywniejszym motorem do działania. Oczekiwanie w ich oczach na to, co powiesz, na to, co ma się wydarzyć, co im zaproponujesz… To tak mobilizuje! A wysoko stawiają poprzeczkę. Trzeba być na bieżąco, ale też trzeba mieć swoje zdanie. Na naszych oczach jest BUM na nowoczesne technologie w edukacji. Ja nie jestem ich entuzjastą, wręcz przeciwnie, chociaż też nie jestem całkowicie im przeciwna.(Pewnie teraz wielu czytelników ma ochotę mnie zlinczować… Zdaje sobie z tego sprawę.) Zawsze mówiłam o tym głośno wśród uczniów.  Poza tym, mówić nie musiałam. Oni to doskonale widzieli 😉 I szanowali. Zatem nauczyciela buduje rozwój osobisty, oczekiwania uczniów  i asertywność. Kim byłaś kiedyś? Przed byciem nauczycielem? Zabrzmi to dziwnie, ale nie pamiętam. Nie pamiętam już jak to być mną nie polonistką. Mam wrażenie, że dopiero ten zawód uczynił mnie w pełnym wymiarze sobą. Pokazał nowe możliwości, także moje możliwości, o których wcześniej  bym siebie nie podejrzewała.

Przejdźmy teraz do tego, co jest Ci bliskie, bo lokalne. Kasiu, jak miasto,
w którym żyjesz wpływa na Ciebie
i Twój rozwój?

Od zawsze żyję w Bielsku-Białej. Kocham to miasto. Naprawdę nie wyobrażam sobie mieszkać gdzie indziej. Idąc ulicami Bielska wszędzie mijam miejsca, które są dla mnie ważne, jako nauczyciela. PCK; Dom Dziecka; DPS-y; hipermarkety, w których organizowaliśmy zbiórki; biblioteki; Bielskie Stowarzyszenie Artystyczne „Teatr Grodzki”, z którym współpracowaliśmy na wielu płaszczyznach – teatralnych, wolontariackich, realizowaliśmy duży projekt; Centrum Wolontariatu; Teatr Polski; kina; nawet pizzerie, w których organizowaliśmy pieczenie pizzy na letniej półkolonii 😉

Porozmawiajmy teraz o barwach, które towarzyszą nauczycielowi.
Jakie kolory ma Twoje nauczycielskie życie? Zawsze takie właśnie miało? Czy coś zmieniałaś?

Kiedy przeczytałam to pytanie od razu przypomniał mi się konkurs Bielskie Barwy Wolontariatu, w którym moje dzieciaki brały udział 😉
Bycie nauczycielem ma różne barwy. Dla mnie to barwy jesienne, czyli najpiękniejsze i najcieplejsze z możliwych J Chociaż czasami, jak to jesienią bywa, spadnie deszcz, jest szaro i smutno. Tak też bywa.
Czy można to zmienić? Tak zupełnie nie, ponieważ w pracy z ludźmi trzeba się liczyć z różnymi emocjami. Ale można sprawić, że tej złotej polskiej jesieni będzie zdecydowanie więcej. Jak? Inwestując swój entuzjazm
w relacje z ludźmi. Kiedyś usłyszałam takie zdanie:
„ Kasia, nie przejmuj się tak nimi (uczniami), oni ci tego nigdy nie oddadzą”. Nieprawda. Oddali z naddatkiem. I trwa to do dzisiaj, chociaż już ich dawno nie uczę.

Tak, również dla mnie barwy jesienne są najlepiej oddającymi nauczycielstwo. Zobacz, jak wiele łączy polonistów, nauczycieli, kobiety, matki, po prostu ludzi! Ale wracając do naszej rozmowy, muszę zapytać Cię o Twoje marzenia z życia zawodowego. Jak myślisz, co jeszcze przed Tobą?

Marzę przede wszystkim, aby móc wrócić do prowadzenia koła teatralnego. Gdyby mi to zdanie ktoś pokazał w 2008 roku, gdy zaczynałam pracę
w szkole i dostałam z góry przydzielone jego prowadzenie, nigdy bym nie uwierzyła! Bałam się tego jak ognia! Bardziej niż wychowawstwa! A teraz o tym marzę. Marzę też o wydaniu książki. Marzę o tym, aby mój blog wniósł coś pozytywnego do edukacji. Marzę o czymś wielkim, ale jeszcze nie wiem co to jest… 😉

Wydanie książki wydaje się całkiem realne. Dziękuję Ci za poświęcony czas!

 

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *