Środa z Marysią Wrońską!

Marysia Wrońska z Head Full of Ideas
dzisiaj u mnie. Poznajcie proszę baaardzo kreatywną lektorkę języka angielskiego.

Kim jesteś?

Cześć! Mam na imię Marysia. Jestem nauczycielem języka angielskiego
w grupach dziecięcych oraz autorką bloga Head Full of Ideas, którego założyłam ponad 3 lata temu. Blog skierowany jest do anglistów, którzy uczą głównie przedszkolaki i uczniów szkoły podstawowej. Praca z dziećmi to moja wielka pasja i chętnie się tym dzielę ze światem. Od zeszłego roku prowadzę także szkolenia dla nauczycieli i jak się okazuje, z dorosłymi też fajnie się pracuje! Poza tym, z wykształcenia jestem magistrem filologii romańskiej, ale ostatnio nie zajmuję się nauczaniem francuskiego.
Prywatnie jestem (od całkiem niedawna) żoną, wielbicielką czekolady
i człowiekiem z milionem różnych pomysłów (nie tylko tych dotyczących pracy z dziećmi).

Rozumiem, że jesteś po prostu SZCZĘŚLIWĄ KOBIETĄ! I to się w życiu bardzo ceni! Porozmawiajmy chwilę o twoim zawodzie. Mówisz, że zaczęłaś niedawno pracować z innymi nauczycielami, jednak skupiasz się głównie na dzieciach. Czy praca z maluchami zawsze była twoim marzeniem?

I tak i nie. Jak pisałam już kiedyś na blogu, moja przygoda z uczeniem angielskiego w przedszkolach zaczęła się przypadkiem (przeczytaj na blogu). Na pewno nie planowałam takiej kariery. Studiowałam filologię romańską i owszem – myślałam o pracy nauczyciela (wybrałam nawet taką specjalizację), ale na pewno nie języka angielskiego. Od pierwszej klasy podstawówki uczyłam się francuskiego i to właśnie był mój pierwszy drugi język (= ten po polskim). Poza nim w czasach podstawówki „przewijały się” też hiszpański i rosyjski, ale angielskiego zaczęłam uczyć się stosunkowo późno. Dopiero w gimnazjum doszedł jako drugi obowiązkowy język pośród wszystkich przedmiotów. Ale oczywiście było go dookoła pełno, a mi języki jakoś łatwo wchodziły do głowy (no, poza niemieckim…), więc nie miałam większych problemów z jego opanowaniem. W liceum jednak zdecydowałam się na klasę DELFowską, o rozszerzonym profilu francuskojęzycznym, w której, nie wiedzieć czemu, drugim językiem był niemiecki… Na maturze rzecz jasna wybrałam francuski. Poszedł mi najlepiej ze wszystkich przedmiotów, więc poszłam na filologię romańską. Angielski cały czas się gdzieś pojawiał, ale był zawsze na dalszym miejscu… Aż do czasu, kiedy moja przyjaciółka zaproponowała mi, żebym zastąpiła ją na stanowisku nauczycielki angielskiego w przedszkolach, w których sobie dorabiała. Dlaczego zaproponowała to właśnie mnie? Dlatego, że chyba wszyscy wiedzieli już wtedy, że uwielbiam dzieci! I tu właśnie wróćmy do pierwszej części mojej opowieści – tak, praca z dziećmi to było moje skryte marzenie, i jak się okazało, całkiem dobrze wyczułam, że właśnie do tego się nadaję!

Czyli troszkę język angielski wygrał z francuskim.. Mam nadzieję, że zobaczymy Cię we francuskiej odsłonie, ale najpierw porozmawiajmy o tym, co teraz wokół Ciebie. Czy pamiętasz pozytywne sytuacje, które przytrafiły Ci się w pracy?

Pozytywne, zaskakujące, oczywiście w ten dobry sposób sytuacje to codzienność w pracy z dziećmi! Nie żartuję. Zdarza się bardzo wiele takich, które wywołują uśmiech na twarzy. Dzieci są bardzo szczerze, także usłyszeć od nich komplement na temat własnej pracy to naprawdę „coś”! Zabrzmi to nieskromnie, ale gdybym miała wymienić wszystkie, nie starczyłoby na to miejsca. Nie ukrywam jednak, że najbardziej cieszą te „pochwały” od niepokornych uczniów. Miałam takiego jakieś dwa lata temu… Siedmiolatek, który wyjątkowo nie miał ochoty przychodzić na prowadzone przeze mnie dodatkowe lekcje po szkole, cały czas narzekał, wszędzie go nosiło, chętnie krytykował inne dzieci. Na początku byłam trochę podłamana – grupka, w której te zajęcia się odbywały, była malutka, nie dało się nie zauważać, ignorować tych zachować. Ale się zawzięłam. Postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby zmienić jego nastawienie.
Na początku wprowadziłam system motywacyjny, typowo behawioralny, oparty na nagradzaniu za różne rzeczy, ale to nie wszystko – opracowywałam lekcje trochę bardziej pod niego, więcej ruchu, zabaw, które przypadły mu do gustu. Od razu mówię, że innym dzieciom nie sprawiało to problemu, więc mogłam sobie na to pozwolić. Chłopiec zaczął trochę zmieniać swoje podejście, a ja zaczęłam nieco odchodzić od nagradzania. Oczywiście powoli, stopniowo. Całkowity przełom nastąpił po zorganizowaniu jednej, wyjątkowej lekcji „halloweenowej”, na którą pozwoliłam przebrać się dzieciom i przygotowałam mnóstwo zabaw na utrwalenie słownictwa. Do tego wszystko to opakowałam w fajną fabułę, poprosiłam rodziców, by dzieci odebrali nieco później, żebyśmy ze wszystkim zdążyli. Bardzo się to spodobało. WSZYSTKIM. Już na tamtych zajęciach usłyszała od tego chłopca, że „jest super” i „ale się napracowałam”, pod koniec roku prawie popłakał się przy pożegnaniu, nie chciał, żebyśmy kończyli zajęcia. Inne miłe sytuacje, które spotykają mnie ostatnio to wiele ciepłych słów od czytelników bloga i uczestników moich szkoleń – to daje ogromną satysfakcję i motywację!

Skoro mówimy o tym, co daje Ci radość jako lektorce języka obcego. To pójdźmy tym tropem. Moje kolejne pytanie dotyczy motywacji, która działa na Ciebie – jako nauczycielkę. Co Cię buduje i sprawia, że jesteś tym, kim jesteś?

Chyba nie będę oryginalna, jak powiem, że doświadczenia! Kiedy zaczynałam, byłam zupełnie innym nauczycielem i pewnie też trochę innym człowiekiem. Nie byłam świadoma wielu rzeczy, które jednak udało mi się wypracować na podstawie własnych obserwacji. Na studiach, mimo że miałam takie przedmioty, jak pedagogika czy metodyka, niewiele z tego wszystkiego rozumiałam. Sama teoria zupełnie do mnie nie trafiała. Dopiero na studiach podyplomowych z nauczania angielskiego, kiedy miałam za sobą już prawie 4 lata doświadczenia, wreszcie wiedziałam, o czym do mnie mówią. Byłam też dumna z siebie, bo wiele z tych rzeczy już wiedziałam, a doszłam do nich sama. Właśnie dzięki zbieranym przez lata doświadczeniom. Nauczyciela budują też relacje. Jak ktoś ma otwarty umysł, a myślę, że ja taki właśnie mam, wszystko potrafi go zainspirować.
Ja czerpię najwięcej od moich uczniów, koleżanek z pracy i innych ludzi, nie tylko nauczycieli, których spotykam na swojej nauczycielskiej drodze. Uważam, że bardzo ważna jest wymiana doświadczeń, dlatego tak bardzo lubię brać udział w szkoleniach, ale także sama je prowadzić – spotykać się z ludźmi, którzy wiedzą o co mi chodzi, bo zajmują się, albo przynajmniej interesują tym, co ja. Gdybym miała powiedzieć co zmieniło się po 8 latach pracy, to na pewno mogę stwierdzić, że jestem zdecydowanie bardziej pewna siebie. Czuję, że wiem co robię, że robię to dobrze i chętnie, że wybrałam właściwą ścieżkę kariery, skoro udało mi się tak w tej kwestii rozwinąć. Motywuje mnie właśnie poczucie satysfakcji z tego, do czego udało mi się dojść oraz, tak jak już wspominałam, pozytywny feedback od ludzi dookoła.

Marysia podczas swojej prezentacji na szkoleniu dla anglistów. 2016r.

Jak miasto, w którym żyjesz wpływa na rozwój i twoją osobę, jako nauczyciela?
Mieszkam w Warszawie. To duże miasto, więc sporo się tu dzieje – szkolenia, konferencje dla nauczycieli – z tym nie ma żadnego problemu,
a jednak czuję, że czegoś mi brakuje… Znam wielu nauczycieli z pasją, ludzi z którymi mogłabym fajnie popracować, „ogarnąć” coś wspólnymi siłami. Niestety nikt z nich nie jest z Warszawy… Czasem myślę, że poznanie takich wyjątkowych warszawiaków jest trudne właśnie dlatego, że Warszawa jest taka duża, a ludzie, którzy tu żyją w ciągłym biegu. Każdy ma już jakieś swoje konkretne zajęcia i często na te dodatkowe brakuje czasu. Dlatego muszę uczciwie powiedzieć – najbardziej rozwinęłam się ostatnio dzięki blogowi (ale wszystko, co z nim związane jest wirtualne, nieprzypisane do żadnego miejsca) i kontaktom z ludźmi z innych miast, których spotykałam na swoich szkoleniach, na tegorocznym Zlocie Anglistów oraz podczas warsztatów Exciting Teaching organizowanych we współpracy z 3 innymi nauczycielami – z Wrocławia, Piły i jakiejś podkrakowskiej miejscowości, której nazwy niestety nie pamiętam.

A ja polecam dołączyć do grupy stworzonej przez Marysię „Głowa pełna pomysłów”. 

Dużo pozytywnych i ciekawych emocji kręci się
w Tobie, a jakie ma dla Ciebie barwy „nauczycielstwo”?

Oczywiście kolorowe! Praca z dziećmi to różnorodność, ale też wyzwanie, bo to nauczyciel musi sprawić, by było różnorodnie! Z biegiem czasu
i własnym rozwojem, to jednak staje się coraz łatwiejsze. Trochę wracamy
tu do pytania o to, co buduje nauczyciela i kwestii doświadczeń – im ich więcej, tym łatwiej radzić sobie w różnych, często trudnych sytuacjach.
Dziś szczerze mogę powiedzieć, że nauczanie nie zawsze było dla mnie lekkie i przyjemne. Na początku kariery było mi ciężko, w trudnych sytuacjach mogłam radzić sobie tylko na tyle, na ile byłam w stanie jako początkujący nauczyciel bez doświadczenia i specjalnego wsparcia ze strony tych bardziej doświadczonych (niestety tak właśnie to wyglądało). Teraz mam już za sobą bardzo wiele lekcji, obserwacji, które pozwoliły mi zobaczyć, co się sprawdza, a co nie, tysiące przetestowanych pomysłów, nie mniej przygotowanych materiałów – pomocy dydaktycznych, a przed sobą wdzięczną publikę, jaką są dzieci. Teraz bardzo lubię swoją pracę!

Head Full of Ideas to głowa pełna pomysłów! Sprawdźcie dosłownie kilka pomocy dydaktycznych wykonanych przez Marysię!
Ta dziewczyna ma talent :)))

Nauka przez zabawę odbywa się zarówno na sali,
jak i na świeżym powietrzu!

Marysia dba i przygotowuje coroczny projekt realizowany w ramach zajęć z języka angielskiego. Całe przedszkole nagrywa teledysk do wybranej anglojęzycznej piosenki. Dzieci poznają wówczas temat przewodni takiego projektu. W pierwszym roku było to  „happy”, potem „smile” i ostatnio „friends”.

Nasza rozmowa powoli dobiega końca. Jeszcze zanim się pożegnamy mam dla Ciebie pytanie, które prawdopodobnie zadaliby Ci czytelnicy 🙂 Jak można usprawnić nauczanie języków obcych? Jakie metody polecasz? Jakie podpowiedzi możesz podać innym lektorom?

Wszystko zależy od tego, z kim pracujemy. W końcu dzieci i zresztą nie tylko – ogólne ludzie są różni. Trzeba obserwować uczniów, to, w jaki sposób radzą sobie z konkretnymi rzeczami, co w danej grupie czy
w danym przypadku daje najlepsze efekty. Nauczyciel musi być elastyczny,
a co jeszcze ważniejsze – musi mieć tego świadomość! Oczywiście bardzo ważne jest, by pracować w zgodzie ze sobą, metodami, które gdzieś nam
w duszy grają, nie robić nic wbrew sobie, ale także nie forsować rozwiązań, które z jakichś przyczyn nie „przemawiają” do naszych uczniów. W wypadku pracy w przedszkolu jest chyba trochę łatwiej, niż na dalszych etapach kształcenia – raz, że mamy tu większą dowolność, nie ogranicza nas podręcznik, który trzeba zrealizować, terminy końcowych testów itp. dwa – dzieci w tym wieku jeszcze bardzo dużo „biorą” od nauczyciela. Jeżeli ten postanowi wprowadzić na zajęciach nową piosenkę, czy zabawę, do której sam podchodzi z wielkim entuzjazmem, mamy 99% szans na to, że tak samo podejdą do niej dzieci. Ale wracając do pytania – myślę, że to właśnie odpowiadanie na potrzeby naszych uczniów (oczywiście w granicach rozsądku!) sprawia, że stajemy się dobrymi, cenionymi przez nich nauczycielami.

A jakie metody polecam? To chyba temat na oddzielny wywiad.

Chętnie też o tym porozmawiam przy najbliższej okazji. Twoja pomysłowość nie ma granic, dlatego
o metodach nauczania koniecznie musimy porozmawiać! Dzisiaj, nasza rozmowa niestety dobiega końca. Mam nadzieję, że na twoich szkoleniach znajdzie się w niedługim czasie miejsce dla polonistki. To byłaby kolejna, może nowa ścieżka doświadczeń, zarówno dla mnie, jak i dla Ciebie.
Dziękuję Ci za rozmowę i poświęcony czas a na koniec.. Powiedz, czego można Ci życzyć, aby się spełniło
w życiu zawodowym?

To, o czym marzę powoli już się spełnia – o rozwinięciu swojej około blogowej działalności, która bardzo mocno związana jest z tym, czym zajmuję się na co dzień. Udało mi się zebrać dookoła wielu ludzi zainteresowanych tym, co mam do zaproponowania, a mnie dzięki temu przejść na kolejny poziom – poza dzieleniem się pomysłami na blogu, prowadzę też szkolenia, które dają mi możliwość bezpośredniego kontaktu z moimi odbiorcami. Póki co cieszą się dużym zainteresowaniem, a to daje motywację do tego, by na tym polu działać jeszcze intensywniej. Mam nadzieję, że to szybko się nie skończy oraz że jeszcze przez długi czas będę miała chęć i energię do tego, by proponować innym nauczycielom jeszcze więcej ciekawych rozwiązań.

I na koniec, jeszcze raz wielkie dzięki!

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *