Środa z Michałem Jarzębowskim!

Regularnie na Facebooku pojawiają się ciekawe grafiki z informacjami z języka polskiego dla cudzoziemców! Co je widzę, to kradną moje serce! Dziś u mnie autor „Polish?-no problem!” – Michał Jarzębowski! Zapraszamy!

Michał Jarzębowski – sam o sobie mówi: Jestem pasjonatem języków obcych. Poznajmy go!

Agata:

Michale, powiedz nam coś o sobie.

Michał:

Na 100% jestem pasjonatem języków obcych. Nie zawsze tak było. Na studia filologiczne trafiłem z przypadku. Zamiłowanie do języków odkryłem w momencie, gdy zacząłem uczyć angielskiego moich rówieśników, dzieci ,a często też osoby starsze. Jest to niezwykle cenne doświadczenie. Sukcesy moich uczniów dają mi dużą satysfakcję, ponieważ świadczą o tym, że dobrze wykonuję swoją pracę i przy okazji pomagam innym się rozwijać.

Agata:

Zawsze chciałeś uczyć języków obcych? To Twoje marzenie z dzieciństwa?

Michał:

Nigdy nie chciałem być nauczycielem w tradycyjnej szkole.  Jestem też zdania, że ludzie , którzy tam pracują, zasługują na dużo lepsze wynagrodzenie. Jako dwunastolatek marzyłem, by zostać trenerem karate. Niestety nadmiar obowiązków w liceum sprawił, że musiałem zrezygnować z treningów , ale mam zamiar do nich niedługo wrócić. Wydaje mi się, że praca nauczyciela z dużą grupą jest mało efektywna, dlatego wolę nauczanie indywidualne, ale nie wykluczam w przyszłości pracy z mała grupą uczniów. Byłoby to z pewnością ciekawe doświadczenie. Jestem dość młody i wolę myśleć o sobie jako o kimś, kto pomaga, podpowiada, daje rady.

„Nauczyciel” kojarzy mi się z dostojnym, starszym panem z długą brodą jak u Dumbledor’a . Nie bardzo pasuję do tego obrazu.

Agata:

Bije od Ciebie taki optymizm i energia!! Opowiedz o pozytywnych sytuacjach ze swojej pracy.

Michał:

Chyba największą satysfakcję dały mi słowa pewnego Amerykanina o polskich korzeniach. Powiedział mi, że nikt do tej pory nie miał do niego tak dobrego podejścia i nie uczył go w sposób tak efektywny polskiej wymowy. Jako że był moim drugim uczniem języka polskiego dla cudzoziemców, jego słowa sprawiły mi ogromną radość.

Agata:

Śmiało stwierdzę, że pasja do języków, ale przede wszystkim efekty i zapał Twoich uczniów napędza Cię! Powiedz, jak miasto, w którym żyjesz wpływa na Twój rozwój.

Michał:

Warszawa to idealne miasto. Gościmy tutaj wielu obcokrajowców. Ktoś kto szuka pracy jako lektor w prywatnej szkole językowej bez wątpienia znajdzie zatrudnienie. Wiem to z własnego doświadczenia. Jest jednak inne miasto, które wpłynęło na mój rozwój, nie było to polskie miasto, a nieduża Manisa koło Izmiru w Turcji. Spędziłem tam pół roku w ramach wymiany studenckiej. Studiowałem literaturę angielską i amerykańską. Poznałem tam wielu cudownych ludzi z całego świata. To tam podjąłem decyzję, że rozwinę mój martwy fanpage z jednym fanem. Nie udałoby mi się tego zrobić, gdyby nie pomoc mojego grafika i serdecznej przyjaciółki – Oli. Godziny jej pracy włożone w to, by nadać atrakcyjny wygląd merytoryce , dały efekty w postaci grupy wiernych fanów.

Agata:

Być lektorem- jakie to są kolory dla Ciebie?

Michał:

Wszystkie kolory tęczy i odcienie szarości. Dużo zależy od dnia, od mojego humoru, od ucznia oraz jego nastawienia do procesu nauki. To praca jak każda inna. Zdarzają się chwile zwątpienia i zniechęcenia, częściej jednak daje radość i satysfakcję.

Agata:

Bardzo się cieszę, że jest w Tobie tyle optymizmu i radości! To się ceni, a dla uczniów najważniejszy jest uśmiech na twarzy!

Powiedz Michale proszę, jak można usprawnić nauczanie języków obcych? Jakie metody polecasz? I co Tobie pomaga być jeszcze lepszym?

Michał:

Przede wszystkim nauczyć uczniów dystansu do własnych błędów. Strach przed mówieniem jest typowy nie tylko dla Polaków , jak na początku sądziłem. Dużym problemem jest też nauczanie w sztampowy i nudny sposób. Nauka gramatyki w jakimkolwiek języku – choć konieczna- jest nudna. Gramatyka języka polskiego to już w ogóle jest tortura. My sami mamy przecież tyle problemów z ojczystym językiem. Dla Anglika czy Amerykanina przypadki to czysta abstrakcja. Dlatego właśnie trzeba wprowadzić odrobinę zabawy, trochę uśmiechu. Trzeba zawsze zostawiać ucznia z myślą, że idzie mu coraz lepiej.

Powinniśmy pomagać uczniom w dostrzeżeniu tego, co już potrafią i jak daleko zaszli.

Uważam, że najważniejsze jest odpowiednie nastawienie. Istotny jest oczywiście dobór metod. Ja sam nie jestem wybredny podczas nauki hiszpańskiego czy włoskiego. Używam duolingo, oglądam dobrze mi znane filmy i seriale w tych językach, słucham muzyki i czytam książki. Tutaj wiele osób ogarnia frustracja, gdy stosują metodę „total immersion” , bo nie rozumieją wszystkiego. Warto wtedy wrzucić na luz i po prostu słuchać, bez wewnętrznego przymusu, by wszystko zrozumieć. Podświadomie i tak zapamiętamy wiele słów, zrozumiemy z kontekstu i gdy przyjdzie czas konwersacji, będziemy rzucać nimi jak z rękawa.

Agata:

I już na koniec, przejdźmy w sferę marzeń i snów.. Powiedz, o czym marzysz w życiu zawodowym? Czego można Ci życzyć?

Michał:

Chciałbym mieć kiedyś szkołę językową, w której uczyłbym wielu języków, nie tylko języka polskiego dla obcokrajowców. Wszystko jednak trzeba robić po kolei. W chwili obecnej skupiam się na rozwijaniu „Polish – no problem!” na facebook’u. Mam też w planach założenie kanału na Youtube.

Agata:

Życzę Ci wytrwałości, energii i uśmiechu każdego dnia! Mam nadzieję, że kreatywność nie opuści Cię!

Dziękuję, że przyjąłeś moje zaproszenie do cyklu „Środa z…”!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *